Kim jestem?

IMG_9523-Edit

Moja przygoda ze sportem zaczęła się… na podwórku! Z resztą jak u wielu dzieciaków z mojego i wcześniejszych pokoleń, gdzie komputery i telewizor nie stanowiły centrum otaczającego nas świata. Gdy jednak nie wystarczało to, bym pozbył się nadmiaru energii, pchnięto mnie do sekcji karate. Był to przełom. Sumienność i skrupulatność trenera pokazały mi, jak wielka głębia tkwi w każdym, nawet najprostszym ruchu ludzkiego ciała. Wpojono mi wtedy, że należy dążyć do perfekcji nawet w z pozoru prostych technikach. Ta fascynacja stała się dla mnie nawykiem – później, uprawiając inne sporty ciągle szukałem perfekcji w ruchu, o którą wcale nie tak łatwo.

Sporty siłowe nigdy mnie specjalnie nie pociągały. Siłownia służyła mi tylko jako dodatek, gdzie moje cele i tak różniły się od 99% ćwiczących. Interesowała mnie tylko siła maksymalna i jak największe ciężary. Brakowało mi jednak wtedy wiedzy i rozsądnego trenera, który pokierowałby moim treningiem.

Przełom nadszedł nieoczekiwanie. Nadmiar pracy biurowej w połączeniu z niemałym stresem sprawiły, że w stosunkowo młodym wieku odezwały mi się kłopoty z kręgosłupem. Ból, niekompetentni lekarze i brak rozsądnych terapeutów w zasięgu sprawił, że zacząłem sam szukać rozwiązania skoro leki, zabiegi fizykalne i odpoczynek od treningów nie pomagały. Kolega (teraz instruktor) podsunął mi kettlebells. Gdy tylko przeczytałem gdzieś w sieci obietnicę, że odważniki wzmacniają plecy i wręcz “leczą” podobne – do mojego – schorzenia, natychmiast wykupiłem wszystkie książki dostępne na polskim rynku, kupiłem swoje pierwsze dwie “pudówki” i przekopałem pół internetu w poszukiwaniu wiedzy.

W tamtym czasie w Polsce był JEDEN instruktor RKC (dzisiaj StrongFirst), który mógł być dla mnie autorytetem: Dariusz Waluś z CKB. Zielona Góra jednak jest kawałek, więc nadal uczyłem się sam. Wkrótce jednak pojawiło się info o pierwszym w Polsce kursie HKC organizowanym w ZG. Szkolenie prowadził Peter Lakatos. Wcześniej jednak musiałem wywalczyć możliwość uczestnictwa na szkoleniu wewnętrzym pod okiem Darka.

Od tamtego czasu uczestniczyłem jeszcze raz w szkoleniu HKC (już bardziej w charakterze asystenta i “refreshu”), a także w sporej ilości warsztatów i spotkań kadry w Centrum Kettlebell w Zielonej Górze. W maju 2013 przystąpiłem do najważniejszego i najtrudniejszego szkolenia w mojej praktyce – StrongFrist Girya Level 1 (są dwa stopnie), które udało mi się zdać otrzymując z wyróżnieniem z ust prowadzącego (znowu szef StrongFirst na Europę, czyli Peter Lakatos).

A… po co kolejna strona o kettlach?

Siła to umiejętność. Ale siła to także doświadczenie. To setki godzin spędzonych na treningach swoich, a także trenując innych. I to jest wielkie bogactwo, którym postaram się podzielić.

Chciałbym również promować Wasze sukcesy, by stały się motywacją dla innych. Garść współzawodnictwa doprawionego zawziętością, pozytywną agresją ale i szacunkiem powinien stworzyć bardzo pikantną pożywkę dla każdego adepta żelastwa! 🙂

Ostatnie galerie