HUNTRUN – okiem pakera tudzież grubasa

Warsztaty. Szkolenia. Spotkania służbowe, rzadziej prywatne. Nadrabianie klubowych zaległości. Remontowe poprawki. Tak mniej więcej kształtują się moje weekendy od kilku miesięcy. Ten miniony wraz z obozem treningowym HuntRun miał być kolejnym takim punktem z kalendarza, przy którym należało kliknąć DONE. I kliknąłem. Ale to, co było pomiędzy, zasługuje na nieco więcej uwagi.

Kto mnie zna lub przynajmniej obserwuje doskonale wie, że biegacz ze mnie żaden. Z uporem maniaka powtarzam, że biegać nie potrzebuję, bo rzadko przed kimś uciekam, a o jedzenie jestem w stanie zatroszczyć się nie ścigając wcześniej kilometrami potencjalnego obiadu 😉 Taki stan rzeczy to przede wszystkim wynik niezbyt udanych prób biegowych sprzed około roku, które doprowadziły mnie do kilku nie tyle groźnych, co uciążliwych przeciążeń. Dlatego też od tamtego czasu utwierdzam się w przekonaniu, że bieganie (na dłuższych dystansach) jest nie dla mnie…

Bałtów

Zieleni w Bałtowie było pod dostatkiem.

Dlatego też o obozie treningowym HuntRun myślałem tylko i wyłącznie w kategoriach: pokaż kettle, zainteresuj, wylicz korzyści, naucz podstaw – w skrócie: krzew ideę machania żelazem nawet wśród potencjalnych przeciwników takowej. (O taaak, to moja misja!) Gdy dowiedziałem się, że jestem wpisany na listę startową biegu (w kategorii ELITE SIC!), który wieńczył obóz treningowy, wybuchłem serdecznym i gromkim śmiechem twardo trzymając się twierdzenia, że biegać nie potrafię, nie lubię i zdecydowanie nie będę!

Slackline w Bałtowie

Slackline, czyli ćwiczenia równoważne na taśmach. Na pierwszym planie Damian Bąbol, dziennikarz portalu polskabiega.pl

Jednak już pierwszego dnia byłem zmuszony zweryfikować nieco swoje poglądy… Otóż zaraz po pierwszych zajęciach kettlebell hardstyle jakie prowadziłem na obozie, miał odbyć się trening biegowy oraz – co mnie szczególnie interesowało – trening stabilizacyjny na taśmach „slackline”. Byłem skłonny przecierpieć godzinę truchtania po lasach i pagórkach tylko po to, by pobawić się ćwiczeniami na równowagę. Jednak już na samym początku pojawiły się schody, by nie powiedzieć wzgórza… Gdy wraz z asystującym mi w zajęciach Tomkiem Śmietańskim zbieraliśmy do kupy żelastwo, grupa nie czekając ruszyła eksplorować co ciekawsze przeszkody na trasie biegu. Wyprzedzili nas lekko o kwadrans i nie znaliśmy choćby przybliżonego kierunku, w którym mogli się udać – a trzeba zaznaczyć, że w bałtowskim Parku Jurajskim każdy kierunek jest ciekawy, malowniczy i zachęcający do zwiedzania i spacerów (względnie biegów…). Niewiele myśląc wybraliśmy według nas najbardziej prawdopodobną drogę – stokiem narciarskim pod górę… Pierwsze 300m omal nas nie zabiło! A potem? A potem ciągle balansując na granicy życia i śmierci biegliśmy dalej dziękując w duchu opatrzności za fragmenty trasy biegnące z górki. Pomimo szaleńczego tętna, zadyszki i potu zalewającego twarz zaczęliśmy dostrzegać, że trasa biegu jest bardzo ciekawa i oprócz sztucznych przeszkód znakomicie wykorzystano bogate ukształtowanie terenu! Jary, wąwozy, urwiska, połamane drzewa i mnóstwo skałek sprawiły, że zaczęliśmy nieco przychylniejszym okiem spoglądać na HuntRun.
Po kilku kilometrach – choć nasze odczucia były gdzieś pomiędzy maratonem a wielogodzinnym biegiem górskim – udało nam się natrafić na grupę! Zwolniliśmy tempa by na świeżo mierzyć się z co ciekawszymi i bardziej niebezpiecznymi zbiegami, które podnosiły poziom adrenaliny niemal tak skutecznie, jak podejście do maksa w martwym ciągu!

Zjazd ze stoku

Po pierwszym zjeździe miałem ochotę na więcej, choć wiem, mina zdaje się mówić co innego ;)

Ten wypad ukazał się przełomem. Nagle dwóch „grubasów” – bo tak chyba muszą nas postrzegać zawodowi biegacze, skoro nasza waga oscyluje wokół 90kg – zaczęło przebąkiwać o starcie, przygotowaniu do biegu i, o ironio, nawet o taktyce! Udało nam się zakupić odpowiednie ubrania – 20zł wydane w ciucholandzie w Ostrowcu to interes życia; akcesoria – rękawiczki i taśma montażowa do ustabilizowania butów okazała się później nieoceniona. W planach było również stworzenie ochraniaczy na kolano ze ścierek do naczyń kupionych na promocji, ale… ostatecznie zrezygnowaliśmy z tej opcji 😉

Czas na obozie płynął swym szaleńczym biegiem, gdzie gęsto wypełniały go zajęcia jak nie jogi, to kettli, biegu czy crossfitu, przybliżając do startu. W niedzielę z rana za naradą Rafała Skosia, który w męskiej ekipie IRONia jest najbardziej doświadczonym biegaczem, rozbiegaliśmy się robiąc spokojnie dystans 3km, przygotowując wstępnie mięśnie i serducho do pracy, jak miała nastąpić już w południe. Jednak do tego, co nastąpiło po sygnale do startu, nie mogliśmy się w pełni przygotować. Nie minęło kilkaset metrów biegu, a zaliczyliśmy przeprawę rzeką i błotnistym bagnem. Kilka razy. Będąc już totalnie brudnym i przemoczonym rozpoczęły się pierwsze schody – dosłownie! – które w liczbie chyba z 50 spompowały nogi i pośladki niczym ostatnia seria piątkowych przysiadów! Do tego zejścia i podejścia pod kilkumetrowe urwiska i dla odmiany bagno… gliniane tym razem. Właściwie ograniczając czas i miejsce: każda naturalna przeszkoda mogąca pojawić się w lesie, na wzgórzach, polach czy skałach, na pewno pojawiła się w biegu! Lekko ze trzy razy! Zupełnie jak w treningu siłowym: trzy serie po 10 metrów czołgania się w błotnistym korycie rzeki, 5 serii po 10 metrów wspinania się po linie, 10 singli przeskoków przez przeszło dwumetrowe przeszkody, 5 serii sprintów po stromych, śliskich i cholernie niebezpiecznych urwiskach, itd… Tyle tylko, że ten „trening” wyglądał tak, jakby programował go jakiś sfrustrowany trener-sadysta (pozdrowienia Adam)! Istna rzeźnia! Gdzie tu zasada StrongFirst: mniej znaczy lepiej?! No GDZIE, ja się pytam?! 😉

Rafał Skoś

Rafał Skoś w drodze po najlepszy czas w bielskiej ekipie

Pomimo ciężkich przepraw przez większość biegu czułem się dobrze. Każdy kilometr pokonywałem w spokojnym tempie, kontrolując oddech i starając się optymalnie regenerować gdy siłowe podejścia zakwaszały mięśnie. Sporą część czasu biegliśmy w trójkę: Monika, Tomasz i ja – Rafał, naturalnie, pognał walczyć o wynik, a wywalczył nieźle trzeba przyznać. Racjonalne podejście i rozłożenie sił sprawiło, że udało się dobiec w dobrym zdrowiu i w niezłym czasie, jak na „otyłego amatora”. Poniżej krótka klasyfikacja ekipy z Bielska:

  • Rafał Skoś: 1:26:33 (bardzo dobre 60 miejsce wśród mężczyzn, 62 miejsce w ogólnej klasyfikacji kobiet i mężczyzn)
  • Monika Kastelik: 1:41:05 (2 miejsce w kategorii ELITE kobiet, 153 miejsce w ogólnej klasyfikacji)
  • Sebastian Gęsior: 1:42:58 (153 miejsce wśród mężczyzn, 166 miejsce w ogólnej klasyfikacji)
  • Tomasz Śmietański: 1:44:30 (170 miejsce wśród mężczyzn, 184 miejsce w ogólnej klasyfikacji) – znakomity czas jak na odbitą piętę… 😉

Bieg ukończyło 391 uczestników.

Na mecie, gdy było już po wszystkim, wypiłem całe mnóstwo wegańskiego koktajlu z bananów i sałaty, poprawiłem wodą i owocami pozwalając, by adrenalina powoli opadała, a utracony cukier lądował w ciele tam, gdzie powinien. Dumny z wyniku i z tego, że dwaj najwięksi amatorzy tego biegu – w mojej skromnej osobie i Tomka – wcale nie są ostatnimi gamoniami i coś tam powalczyli 🙂

Sebastian Gęsior

Siłowe elementy – tu było do przodu! ;)

Przydługa opowieść, ale podsumowanie obiecuję bardzo krótkie: impreza naprawdę świetnie zorganizowana – szczere słowa uznania dla Natalii i Adama oraz ich ekipy! Bardzo ciekawie opracowana trasa z wieloma atrakcjami i dobre zaplecze. Być może brakowało jedynie większej ilości punktów z wodą… Choć jeżeli było to POLOWANIE NA BIEGACZY, to być może ten zabieg był celowy?
Już dzisiaj mogę zagwarantować, że przyszła edycja na pewno znajdzie się w moim kalendarzu. A jeżeli dostanę ponownie zaproszenie jako trener na poprzedzający bieg obóz – z pewnością skorzystam by wypełniać swoją misję krzewiciela zasad StrongFirst!

PS A już wkrótce rozprawka nieco bardziej merytoryczna, w której postaram się wskazać wspólny mianownik pomiędzy bieganiem a treningiem siłowym. A wskażę na pewno! 🙂

2 Responses to "HUNTRUN – okiem pakera tudzież grubasa"

  1. Super 🙂 do zobaczenia za rok mam nadzieję 🙂

Leave a reply

You must be logged in to post a comment.