Kto jest silniejszy?

Amatorzy ciężarów, bez względu na to, czy ich głównym atrybutem jest stalowy pręt z kolorowymi  talerzami, czy żeliwne odważniki rodem zza Buga, w którymś momencie swojej przygody z treningiem siłowym chcą porównać się do innych. Do kolegi, do partnera treningowego, do tego dużego koksa co trenuje wtedy co on, czy też do profesjonalnych zawodników – jak czuje się już nad wyraz pewnie ze swoimi umiejętnościami. Generalnie nawet ci z nas, którzy uparcie twierdzą, ze ćwiczą by wyrwać się zza biurka i zachować szeroko pojmowaną sprawność, chętnie sprawdziliby gdzie ich miejsce w hierarchii amatorów siły. Pytanie…. jak?

W treningu „hardstyle kettlebell” kilka lat temu powstało wyzwanie o łechtającej ego nazwie TOP TEAM. Rzeczywiście, wymagania, którym należy sprostać często okupione są nie miesiącami, a latami treningów, co daje w pełni usprawiedliwiony powód do dumy. Szefostwo polskiego StrongFirst z Zielonej Góry zaproponowało kryteria odnoszące się bezpośrednio do wagi zawodnika w 4 ćwiczeniach (TGU, Military Press, Pistol, Pull-up): 50% masy ciała dla mężczyzn i 33% dla kobiet. Piątym, ale za to obligatoryjnym ćwiczeniem, jest SSST z ciężarem odpowiednio 24kg dla tej brzydszej, bardziej muskularnej płci i 16kg dla płci pięknej, choć zdecydowanie nie słabej. W rezultacie mamy wyzwanie, któremu ciężko sprostać, bo wymaga zarówno wzorowej techniki, dużej siły, jak i niezłej wytrzymałości, nie wspominając o woli walki i odporności na ból…

TOP TEAM

TOP TEAM: Tomasz Śmietański, Zuzanna Sobczak, Sebastian Gęsior, Dariusz Reinhard

Załóżmy jednak, że chcemy porównać 3 zawodników, którzy zaliczyli owe 5 ćwiczeń. Jeden jest krępym, ważącym 66kg niewysokim atletą przywodzącym na myśl zawodnika podnoszenia ciężarów tych mniej medialnych wag. Drugi waży 83kg, jest średniego wzrostu i może pochwalić się niezłą, odtłuszczoną muskulaturą hodowaną na siłowni przez lata i podrasowanej przez trening z odważnikami. Trzeci natomiast waży 105kg przypominając bardziej koszykarza i na pierwszy rzut oka ciężko doszukać się w nim predyspozycji do żonglowania kettlami… I cóż, TOP TEAM jako wyzwanie wykłada się na tego rodzaju porównaniach.
A, wbrew pozorom, gwarantuję Wam, że trud Jedynki, Dwójki i Trójki jest zupełnie nieporównywalny…

IV Obóz Kettlebell - CHALLENGE

IV Obóz Kettlebell – Marcin Skorupski

Od kilku lat Mirosław Jurczak organizuje zawody w Hardstyle Kettlebell w Bielsku Podlaskim chcąc dać możliwość porównania się Jedynce, Dwójce, Trójce i innym numerkom w bezpośredniej walce na podeście przed liczną publicznością. Impreza, w organizowaniu której miałem swój udział zarówno wystawiając zawodników jak i sędziując, z roku na rok skupia uwagę coraz większej ilości uczestników, a i publiczności przybywa – brawo WSCHÓD! Jednak z uwagi na nadal stosunkowo małą ilość atletów, nierealne jest stworzenie kategorii wagowych, toteż aby porównać wyniki skrajnych Jedynki i Trójki, zdecydowano się na porównanie ich do wagi ciała analogicznie do TOP TEAM. Co jest na tym etapie metodą daleką od optymalnej. Gdy nasz „sport” był w powijakach i doświadczenie zawodników zamykało się w maks dwóch latach praktyki, a rozpiętość wagowa oraz amplituda wyników były niewielkie, wówczas przyrównywanie osiągnięć do wagi ciała miało większy sens. Dzisiaj jednak mamy zarówno znakomitych zawodników w wagach poniżej 70kg, jak i piekielnie silnych facetów z wagą grubo powyżej 100kg.

Dlaczego WYNIK / WAGA CIAŁA nie jest dobrym standardem? Bo faworyzuje lekkich zawodników. I jest zaprzeczeniem biologii.

Zanim rozwinę to drugie stwierdzenie, spójrzmy na rekordy świata IPF w martwym ciągu bez sprzętu, co da nam jakiś obraz relacji siły do wagi ciała. Weźmy trójboistów odpowiadających wadze naszych atletów z TOP TEAM:

  • JEDYNKA 66kg: 282,5kg (~4,2x masa ciała)
  • DWÓJKA 83kg: 320,5kg (~3,8x masa ciała)
  • TRÓJKA 105kg: 362,5kg (~3,5x masa ciała)

Co nam to mówi? Na pewno nie to, że zawodnik najlżejszej wagi z powyższych jest wybitny, a reszta się obija na treningach. To są wyśrubowana przez lata rekordy świata w dyscyplinie sportowej mającej lata tradycji i znakomite zaplecze. Zatem metodą „pound for pound” chcąc przyrównać Jedynkę do Trójki, ten pierwszy aby wykonać analogiczny ciąg 3,5x masa ciała, dźwignie 231kg, co stanowi zaledwie jego 81% możliwości. Idąc w drugą stronę, Trójka musiałby szarpnąć 441kg… Nierealne w takiej wadze i bez specjalnych „suplementów”.

Zatem jak sprawiedliwie porównać zawodników do siebie?

Na to pytanie starało się odpowiedzieć kilka tęgich głów na przestrzeni wielu dekad. W latach 70 Lyle Schwarz i Pat Malone stworzyli pierwszy wzór w oparciu o wyniki w trójboju tamtych lat. W latach 90 Robert Wilks stwierdził, że czas zrobić coś bardziej aktualnego i popełnił swoją (dzisiaj najpopularniejszą) formułę opierając się na nowszych o 20 lat rekordach. Z początkiem XXI wieku, szereg obliczeń i zestawień doprowadził do wniosków, że pierwsza ze wspomnianych formuł faworyzowała lekkie wagi, wzór Wilksa natomiast wagi ciężkie. Dlatego też niejaki Herb Glossbrenner wpadł na pomysł, aby… najzwyczajniej wyciągnąć średnią z dwóch powyższych. Generalnie jednak to formuła Wilksa jest nadal najbardziej popularnym i uznanym przez największe federacje sposobem na porównanie względem siebie zawodników powerliftingu. Czy zatem warto używać wzoru Wilksa? Wydaje się być on solidnym wyborem z mocnym fundamentem naukowym. Mam jednak pewne wątpliwości.

Stronniczość przeciwko wagom średnim.

Wilks stworzył swój wzór opierając się na wynikach z szeregu różnych zawodów na przestrzeni lat, biorąc pod uwagę wielu najlepszych lifterów dla każdej kategorii wagowej. Początkowo brzmi to bardzo dobrze. Grzebiąc jednak w internecie i analizując wyniki zawodników trójboju siłowego okazuje się, że najlepiej obsadzone są kategorie wagowe pomiędzy 65-90kg. Przeważnie są to atleci niewysocy o muskularnych sylwetkach z małą zawartością tkanki tłuszczowej – typowe dziki za nic mające sobie grawitację. Największa konkurencja daje większe prawdopodobieństwo, że w czołówce znajdą się naprawdę utalentowani sportowcy, wyniki których dzieli przysłowiowy włos. Nie trzeba być gigantem statystyki, by wyobrazić sobie jak będzie wyglądać uśrednienie, powiedzmy, 10 wyników dla każdej kategorii wagowej, gdzie w tych najlepiej obsadzonych różnica pomiędzy skrajnymi będzie około 5%, a w tych z mniej utalentowanymi zawodnikami powiedzmy 15%. Te liczby są dużym przybliżeniem – mają dać obraz. Dają? 🙂

Dźwiganie klasyczne kontra ze sprzętem.

W 1992 roku Internationa Powerlifting Federation zezwoliło na używanie sprzętu. Powstała zatem całkowicie nowa dyscyplina, gdzie martwy ciąg wykonuje się w specjalnym kostiumie, podobnie przysiad dodając do tego specjalistyczne bandażowanie kolan w celu usztywnienia i używanie mocno opinających, ułatwiających wyciskanie, koszulek – wszystko po to, by wspomóc zawodnika. Przełożyło się to na spore poprawienie wyników w stosunku do „klasyka”. Jednak nie wg prostej, liniowej zależności. I teraz kto czytał uważnie ten pamięta, że Robert Wilks opracował swój wzór w latach 90 właśnie, posługując się tabelami z zawodów z lat 1987-1994… częściowo tymi z klasyka, częściowo tymi ze sprzętem. I na tym etapie cały skomplikowany wzór traci całą swą finezję zwłaszcza, że patrząc tylko przez pryzmat trójboju siłowego i zostawiając jego przydatność w kettlach, dzisiejsze ciuchy do trójboju a te z lat 90 to jak, jak… i tu przydałoby się zgrabne porównanie do motoryzacji bo to podobny wymiar i relacja 😉

Przekombinowany matematycznie wzór.

OK, lubię matematykę. Zawsze lubiłem. Gdy koledzy-studenty płakali na egzaminach – ja cieszyłem się z ciekawych zadań. Jednak patrząc na formułę Wilksa – jest ona tyleż skomplikowana, co nieelegancka. Jest bardzo złożonym odzwierciedleniem tabelek z 7 lat zawodów i… tyle. Zdaje się pomijać to, co powinno być kluczowe: czyli jaka jest prawdziwa zależność pomiędzy wzrostem siły, a wzrostem wagi ciała. Nie pokazuje jasno trendów, a za to wykres zależności jest określony skomplikowaną funkcją wielomianową z piątą potęgą…

Brak aktualizacji.

7 lat danych – niby dużo jako podstawa do wyprowadzenia wzoru. Jednak konia z rzędem temu, kto: a) wskaże brak progresu wyników na przestrzeni ostatnich 20 lat; b) wskaże liniowy progres wyników na przestrzeni ostatnich 20 lat. Jestem dwa konie do przodu, bo żadne z tych założeń nie może być potwierdzone. A szkoda, bo wałkowany wzór byłby dużo bardziej użyteczny. Jak chociażby wzór Sinclaira, który stworzony został z myślą o olimpijskim podnoszeniu ciężarów, a który jest regularnie – co olimpiadę – uaktualniany o nowe wyniki i rekordy dając sztangistom świetne narzędzie, którego trójboistom brakuje…

Bazuje na sumie wyników z trzech bojów.

Może to nie jest słabość formuły Wilksa, skoro chodzi w niej o wyłonienie najlepszego zawodnika całych zawodów, ale możliwość porównania wyników każdej konkurencji z osobna byłaby pożądana przez wielu. Choćby przeze mnie, bo chcąc adaptować wzór do innych ćwiczeń (KB Military Press na ten przykład) mielibyśmy bardziej precyzyjny punkt odniesienia.

SKALOWANIE ALLOMETRYCZNE

Cały ten wywód i analiza to próba odpowiedzenia na pytanie, jak wpływa masa na siłę. I tu pojawia się biologia i tzw. allometria. Mówi ona, że rozmiar jest istotnym czynnikiem determinującym budowę. Nie jest możliwe zatem przyrównanie żywych stworzeń do brył (skomplikowanie narządów wewnętrznych, ograniczenia w układach oddechowych i krążenia, itp.) i proste wyliczenie potrzebnych wartości. Organizmy nie są izometryczne. Tu z pomocą przychodzi skalowanie allometryczne pozwala nam np. wyliczenie metabolizmu stworzenia w zależności od wielkości. Sprawdzi się również dla obliczenia relatywnej siły dzięki dwóm prostym zależnościom. Pierwszą jest zdolność mięśni do skurczu, która jest niemal wprost proporcjonalna do ich przekroju poprzecznego mierzonego w cm2. Drugą jest masa ciała, która zależy od objętości mierzonej w cm3 lub m3. Zatem możemy zakładać, że masa ciała (zależna od objętości – 3 potęga) będzie rosła szybciej niż siła (zależna od przekroju poprzecznego mięśnia – 2 potęga). Jeżeli zatem wszystkie nasze proporcje zwiększyłyby się dwukrotnie, powinniśmy być czterokrotnie silniejsi (2^2=4), ważąc ośmiokrotnie więcej (2^3=8); zakładając taką samą kompozycje ciała. Owa zależność wyraża się wzorem:

(AS): S·M-2/3

gdzie AS to współczynnik allometryczny, S to wynik siłowy, M to masa ciała. AS jest wynikiem surowym, jednak po odpowiedniej obróbce można uzyskać bardzo ciekawe zależności. Weźmy na przykład naszych zawodników z TOP TEAM i ćwiczenie Military Press oraz rekordy świata martwego ciągu w ich wagach.

Klasyfikacja w KB MP pokazuje działanie AS i bardzo “ciasną klasyfikację” mimo sporych różnic w wynikach poszczególnych zawodników. Zdecydowanie lepiej widać siłę AS w przypadku wysokich wyników osiąganych w ćwiczeniach złożonych jak martwy ciąg, gdzie zależności względem wagi ciała to różnica blisko 100%, a w punktach procentowych mniej niż 6%!

Trochę mało danych? Zobaczmy zatem jak wygląda to w kontekście trójboju siłowego patrząc przekrojowo na rekordy świata wszystkich ćwiczeń w zależności do wagi ciała.

Skalowanie allometryczne na przykładnie najświeższych rekordów świata w trójboju klasycznym. Jasno widać, że AS dla każdej wagi jest BARDZO zbliżony!

Skalowanie allometryczne na przykładnie najświeższych rekordów świata w trójboju klasycznym. Jasno widać, że AS dla każdej wagi jest BARDZO zbliżony!

Widać zatem, że skalowanie allometryczne jest silnym kandydatem do tego, by porównywać różne wyniki siłowe bez podziału na kategorie wagowe. Rozrzut procentowy między najniższym a najwyższym wynikiem jest stosunkowo nieduży i unikamy rażących dysproporcji, jakie mamy przy porównywaniu wyników wprost do masy ciała. Daleki jestem od tego, by uważać ten sposób za doskonały, ale biorąc pod uwagę różnorodność ćwiczeń, jakie chcemy porównywać w naszych codziennych zmaganiach, współczynnik allometryczny wydaje się być trafionym wyborem. Z czasem, gdy zawęzimy nasze potrzeby do hardstyle kettlebell, zbierzemy statystycznie wystarczającą ilość wyników w podstawowych ćwiczeniach, będzie można opracować odpowiednie współczynniki, które pozwolą na wzbogacenie formuł i znormalizowanie wyników tak, by uzyskać jasne odniesienie do rekordów, jakie zostały osiągnięte w naszym skromnym sporcie.

Oczywiście można się przyczepić mówiąc, że wynik otrzymany dla lokalnych ćwiczeń jak np. uginanie sztangi na biceps będzie przekłamany w porównaniu do np. wyników w przysiadzie, gdzie działa całe ciało, a nie potężny biceps jak u kolegi co zapomina o trenowaniu nóg. Jasne, że istnieje pewna zależność między siłą, a wzrostem i proporcją kończyn. Tia… i pewnie w różnych miejscach globu mamy pewne różnice w przyciąganiu ziemskim. Ale skoro zawodowy sport przejmuje się głównie wagą – bierzmy z niego przykład i nie komplikujmy sobie nadto życia.

Źródła:
  • Lietzke MH. Relation between weight-lifting totals and body weight. Science 1956;124:486-487.
  • Yuri Verhoransky, Mel Siff. Supertraining.
  • Vanderburgh PM. A simple index to adjust maximal strength measures by body mass. Journal of Exercise Physiology (online) ISSN 1097-9751
  • Vanderburgh PM, Batterham AM. Validation of the Wilks powerlifting formula. Med Sci Sports Exerc.
  • Greg Nuckols. Strengtheory. (online)

No Comments Yet.

Leave a reply

You must be logged in to post a comment.