Siła odNOWA – podsumowanie

40-day workout na wykończeniu. (Program – nie ja!)

Gdyby plany udało się realizować w takim stopniu, jak każe determinacja i miłość do żelastwa, to mógłbym wystosować prawdziwą recenzję planu treningowego opartego na założeniach książki “Easy Strength”, pod którą podpisują się prawdziwie autorytety: Dan John i StrongFirst chairman Pavel Tsatsouline. A tak, to poległem na kilku frontach:

  1. Brakło czasu na częste aktualizacje postępów w treningu;
  2. Czynniki losowe typu: zdradliwe przeziębienia – dwukrotnie eliminowały kilka jednostek treningowych.

Gdyby nie te punkty powyżej, mógłbym wypowiadać się konkretniej. A tak powiem tylko, że 40-day workout Dan’a John’a to naprawdę ciekawa propozycja, która przynosi efekty – ale o tym poniżej.

Easy StrengthNajpierw sama książka. Napisana jest ciekawie, wiele kwestii opisanych jest jako interesujący dialog Dan’a i Pavel’a. Najważniejsze zasady natomiast są odpowiednio uwidocznione w tekście. Nie brakuje również praktycznych przykładów i opinii atletów, którzy owe podejście testowali w swoich treningach. Daje to całkiem pokaźny zestaw wskazówek i zasad, które posłużyć mogą do stworzenia własnego treningu. Otóż to: stworzenia. Ktoś, kto szuka tutaj gotowej recepty na plan treningowy – nie znajdzie go. Lektura zmusza do myślenia, analiz i zrobienia użytku z wiedzy przelanej na papier przez autorów. Pozwolę sobie więc zaryzykować twierdzenie, że nie jest to pozycja dla każdego; najwięcej korzyści może wynieść z niej ktoś, kto ma już niemało doświadczenia z treningiem stricte ukierunkowanym na siłę, potrafi czytać swoje ciało i reagować na ewentualnie symptomy przetrenowania. A wbrew pozorom o to tutaj nietrudno. Treningi 5 dni w tygodniu w objętości 10 powtórzeń na trening to tylko pozornie niedużo. Bardzo szybko może okazać się, że tonaż treningu zacznie nas przytłaczać, układ nerwowy zostanie przemęczony, a ciało nie nadąży z regeneracją…

Moje doświadczenie z “Easy Strength”, pomimo przeszkód, mogę uznać za naprawdę korzystne. Jeżeli mówimy o cyferkach, to największy sukces upatruję w martwym ciągu. W końcu udało mi się przebić barierę 200kg wyciągając 205kg w niezłej formie z pewną rezerwą siły i apetytem na więcej. Pokornie jednak odpuściłem i zbieram siły na walkę o rekordy w przyszłym roku. I tak udało mi się dodać 15kg do wyniku sprzed zaczęcia programu!

Kolejny lift, na którym mi zależało, to przysiad. Tutaj nie mam spektakularnych efektów… Dodałem co prawda 10kg do wyniku sprzed rozpoczęcia treningu, ale nie zbliżyłem się do “starego rekordu” 175kg. Inna rzecz, że squaty miały teraz niższy priorytet niż ciągi, więc mogło zabraknąć walki z naprawdę dużymi ciężarami. Z pewnością jednak jest jeszcze rezerwa na więcej, czuję to! 🙂

Z ciekawostek to moje plecy i ramiona wytrzymują już dużo więcej, jeżeli zawisam na drążku, który od dawna jest moją piętą achillesową. Gdy zaczynałem program, to oscylowałem w granicach 4 ton tygodniowo. Dzisiaj zdarza się czterokrotnie więcej i czuć progres! No i czasem udaje się wykorzystać tą siłę w ciekawy sposób, jak poniżej.

Pressy traktowałem bardzo zachowawczo z uwagi na leczący się bark… Udało się pracować z niewielkimi ciężarami stojąc, a na ławce prostej wykonując wyciskanie wąskim nachwytem dodałem jakieś 20kg, więc dramatu nie ma. Choć ciężko to określić sukcesem – ot raczej powolne wracanie do formy…

Na teraz to jednak koniec. Ale jestem przekonany, że wrócę do tego programu. Daje on dużo “wolności” i pozwala wiele się o sobie nauczyć… Poza tym rozumiem to, że rozwijanie siły to częsta praca z ciężarem, ale najlepiej podzielona na małe porcje. Coś jak znane nam wszystkim “smarowanie gwintów”, które w swojej prostocie jest wręcz genialne! 🙂 I które zdecydowanie polecam każdemu!

1 Response to "Siła odNOWA – podsumowanie"

  1. Dzięki! A teraz podeślij książkę ;P

Leave a reply

You must be logged in to post a comment.